Każde miasto posiada swoich bohaterów. Mistrzów w swoim fachu stanowiących jego wizytówkę, pozwalającą na proste skojarzenie nazwiska z miejscem tworzenia. Także z Łodzią związane są wielkie sławy polskiej kultury i nauki. Nie wszyscy jednak omawiani bohaterowi urodzili się w Łodzi i wychowali. Wielu z nich pochodziło z miejscowości podłódzkich, ale tutaj uczęszczało do szkoły. Z kolei niektórzy tylko się tu urodzili, a wielkie sukcesy odnosili w innych miastach świata. Mimo to, byli związani z Łodzią w sposób emocjonalny i to kryterium jest chyba najbardziej trafne do wybrania paru najważniejszych.
Oczywiście listę nasłynniejszych Łodzian rozpoczyna Julian Tuwim, jeden z największych polskich poetów okresu duwdziestolecia miedzywojennego, twórca znakomitych wierszy zarówno dla dorosłych jak i dla dzieci. Pomimo, iż większość swojego życia spędził w Warszawie to jednak tu się urodził (w 1894 r.), wychował i do końca życia Łódź uznawał za miasto ojczyste, o czym zresztą żartobliwie pisał w wierszu Łódź:
(...)Gdy w Polsce będzie pomników mych
Więcej niż grzybów po deszczu,
I w każdym mieście zacznie się krzyk:
"Ja Ciebie wydałem, wieszczu!"-
Niechaj potomni przestaną snuć
Domysły "w sprawie Tuwima",
Bo sam oświadczam: mój gród - to Łódź,
To moja kolebka rodzima!
Tak więc Tuwim zawsze powracał myślami do Łodzi i tu też powstawały jego pierwsze utwory poetyckie zawarte w wydanym już w Warszawie w 1918 r. tomiku wierszy „Czyhanie na Boga” oraz wydanym w 1920 r. „Tańczącym Sokratesie”. Dziś poeta ma swoją ulicę i oczywiście pomnik - „Ławeczkę”, na ulicy Piotrkowskiej 104. Tam też zmęczony przechodzień może obok niego usiąść i podumać nad czasem minionym, gdy poezja była jedna z głównych „rozrywek” społeczeństwa. Ponadto Tuwimowi poświęcona jest jedna ze stałych wystaw w muzeum Historii Miasta Łodzi w Pałacu Poznańskiego.
Poruszając temat literatury nie sposób pominąć noblistę Władysława Reymonta, który podobnie jak Tuwim na ławce, siedzi beztrosko na kufrze na ul. Piotrkowskiej. Pisarz ten, pomimo, iż w Łodzi właściwie nie mieszkał, był związany z nią bardzo mocno. Pod koniec XIX w. wieku odwiedzał Łódź zbierając materiały do Ziemi Obiecanej, jednej ze swoich najlepszych książek. Bohaterem tej powieści na dobrą sprawę jest właśnie miasto. Opis kapitalistycznego, bezwzględnego wolnego rynku, mimo iż podkoloryzowany, w niesłychanym stopniu oddawał atmosferę wielokulturowej Łodzi. Pomimo, ironicznego tytułu oraz krytyki zawartej w książce, Reymont w środowisku łódzkim uważany jest za pełnoprawnego mieszkańca. Posiada on pomnik wraz z placem swego imienia w eksponowanym miejscu, niemal na samym końcu Piotrkowskiej.
Łódź została bohaterem nie tylko książki, ale również ekranizacji powieści Reymonta wyreżyserowanej w 1975 r. przez Andrzeja Wajdę. Pałace, fabryki, ulice właściwie zagrały siebie w tym jednym najchętniej oglądanych filmów najbardziej sławnego polskiego reżysera. Zresztą sama Łódź nie pierwszy raz stanowiła świetną filmową scenografię. Tu filmy kręcił Krzysztof Kieślowski, a ostatnio David Lynch. Tożsamość filmowa, jest jedną z wielu twarzy Łodzi. Oprócz Kieślowskiego, który w Łodzi tylko studiował i wykładał, pojawiają się nazwiska innych reżyserów, takich jak Roman Polański, Krzysztof Zanussi, wspomniany Wajda, czy Juliusz Machulski.
Ze wszystkich jednak osób związanych z łódzką „filmówką” warto wspomnieć o Janie Machulskim, jej absolwencie oraz późniejszym dziekanie wydziału aktorskiego. Ten urodzony w Łodzi aktor, miał niebagatelny wpływ na współczesne miasto. Charakterystyczny, rozpoznawalny w całej Polsce (głównie jako kasiarz Henryk Kwinto) był ambasadorem Łodzi filmowej, starając się za wszelką cenę uratować tę ginącą w tym mieście „hollyłódzką” tradycję. Jednym z jego pomysłów była budowa łódzkiej alei gwiazd na deptaku na ul. Piotrkowskiej. W 2008 r. w uznaniu zasług został honorowym obywatelem Łodzi.
Pisząc o Łodzi filmowej nie sposób pominąć wcześniejszych tradycji teatralnych. Jednym z twórcą nowoczesnego łódzkiego teatru był Aleksander Zelwerowicz. Do Łodzi przybył po raz pierwszy na początku XX w. Będąc krótko po studiach został tu aktorem, reżyserem i kierownikiem teatru. Praca ta nie miała jednak charakteru długofalowego. Zelwerowicz często przenosił się Warszawy lub innych polskich miast, gdzie brał udział w licznych przedstawieniach. Za jego kierownictwa w latach 1909 – 1911, teatr Victoria (dziś teatr im. S. Jaracza) na moment stał się liderem scen Królestwa, wystawiając m. in. Dziady, Irydiona oraz Sen srebrny Salomei. Zespół zaś, składał się wtedy z samych gwiazd polskiego aktorstwa ze Stefanem Jaraczem na czele. W czasach międzywojennych Zelwerowicz więcej czasu spędzał w Warszawie, w Łodzi występując głównie jako aktor. Po wojnie jednak reaktywował tutaj Polski Instytut Sztuki Teatralnej, który w 1949 r. został przeniesiony do Warszawy. Współpracował z innym wybitnym reżyserem i pedagogiem Leonem Schillerem.
Zarówno Schiller jak i Jaracz mają w Łodzi swoje Pomniki. Statua tego pierwszego stoi w pasażu, nomen – omen Schillera, odchodzącym od ulicy Piotrkowskiej (numer 112). Także na ul. Piotrkowskiej, przy ul. Mickiewicza, można usiąść w fotelu teatralnym obok Stefana Jaracza, zaś teatr jego imienia znajduje się na ulicy, i tu niespodzianka... także Jaracza. Aleksander Zelwerowicz nie posiada na razie swojego pomnika, jedynie ulicę w Śródmieściu.
Pisząc o wielkich Łodzianach warto wspomnieć także o tzw. Królach Bawełny, łódzkich fabrykantach: Ludwiku Geyerze (1805 – 1869), Karolu Scheiblerze (1820 – 1881) oraz Izraelu Poznańskim (1933 – 1900). Wszyscy oni tworzyli współczesny obraz miasta, stawiając swoje fabryki, pałace lub finansując budowy świątyń, szkół, czy szpitali. Znany z działalności charytatywnej, zmarły w 1881 r. Scheibler należał do najbardziej bogatych ludzi Europy Środkowo – Wschodniej. Z kolei jego główny konkurent, Poznański, zatrudniał 6 tysięcy osób w wielkim kompleksie włókienniczym, na bazie którego zbudowano współcześnie centrum handlowo – rozrywkowe Manufaktura.
Pomimo swej potęgi nazwiska te zniknęły ze świadomości Polaków, zachowując się jedynie w niewielkiej części umysłów Łodzian. Nic dziwnego. Przez prawie pół wieku, przedstawiano ich w propagandzie peerelowskiej jako wyzyskiwaczy i gnębicieli ludu, tym samym skazując na zapomnienie. Na szczęście, po latach zaniedbań, odnowiono wiele z fabrykanckich pałaców, trochę fabryk (niestety sporo też wyburzono), a w centrum miasta na ul. Piotrkowskiej przy S.Jaracza postawiono pomnik przedstawiający trzech najbogatszych i najbardziej wpływowych z łódzkich przedsiębiorców (Poznańskiego, Scheiblera i Ludwika Grohmana)
Sięgając pamięcią do przedwojennej Łodzi warto zwrócić uwagę na postać niecodzienną, a wręcz genialną, której sława znana była w całym ówczesnym świecie. To również osoba nie urodzona w Łodzi, ale tu się wychowująca i uczęszczająca do szkoły oraz tutaj stawiająca pierwsze kroki na szachownicy. Oczywiście mowa tu o Akibie Rubinsteinie (1882 – 1961) jednym z najlepszych szachistów świata drugiej i trzeciej dekady XX w. Tylko brak wystarczających funduszy (pretendent musiał sam wyłożyć wkład w ewentualną wygraną) zdecydowały o tym, że nie wziął udziału w pojedynku o tytuł mistrza świata. A, że wygrałby go, o tym fachowcy nie mieli wątpliwości. Warto przy tym przypomnieć, że szachy w swej popularności (jako masowa rozrywka) były odpowiednikiem mniej więcej dzisiejszej Formuły 1.
Akiba Rubinstein był szachowym geniuszem, zwycięzcą wielu międzynarodowych turniejów, po latach nagrodzony tytułem arcymistrza. Byś może pamięć o nim byłaby większa lecz niestety, po pierwsze, ten utalentowany szachista cierpiał także na chorobę psychiczną, która od lat trzydziestych uniemożliwiła mu granie w szachy. Po drugie, nie zostawił po sobie teoretycznej spuścizny w postaci książek i poradników, a sam starał się unikać komentowania swoich partii, będących wzorem logiki gry w szachy. Na szczęście zachowało się sporo zapisów granych przez niego partii, dzięki czemu, mógł wejść na stałe do historii teorii szachowej. Zmarł chory i zapomniany w przytułku w Antwerpii. Z perspektywy Łodzi warto zaznaczyć, iż pomimo zmian miejsc zamieszkania reprezentował przez długi czas Łódzkie Towarzystwo Zwolenników Gry Szachowej. Dziś pozostaje nieco zapomniany wśród mieszkańców miasta, oczywiście oprócz szachistów, dla których pozostaje mistrzem końcówek oraz wielu nieszablonowych debiutów.
Słysząc nazwisko Rubinstein, Łodzianie zazwyczaj kojarzą je z o wiele bardziej znanym Arturem (1887 – 1982), genialnym łódzkim pianistą. Ten nie mający nic wspólnego z Akibą Rubinsteinem (oprócz żydowskiego pochodzenia), muzyk urodził się w Łodzi, ale już jako młody chłopiec pobierał naukę muzyczną w Berlinie w Cesarsko – Królewskiej Akademii Muzycznej. Następnie przeniósł się do Paryża, skąd często wyjeżdżał dając wiele koncertów w całej Europie oraz Świecie, by w 1939 r. przenieść się na stałe do Stanów Zjednoczonych. Niejednokrotnie odwiedzał Polskę i koncertował m. in. w Łodzi. Pomimo, iż w mieście tym przebywał niedługo, ledwie dziesiątą część swojego życia, miasto o nim nie zapomniało, a i on sam zawsze ciepło wypowiadał się o Łodzi:
„Po powrocie do Europy (...) przyjąłem zaproszenie do Łodzi, mego rodzinnego miasta, gdzie miałem grać z okazji powstania tamtejszej Filharmonii. Po wielu latach nieobecności w Polsce, ponieważ za rządów Gomułki, który nazwał mnie demagogiem, byłem persona non grata, zaproszenie to sprawiło mi wielką przyjemność; ta krótka wizyta bardzo mnie wzruszyła.” – A. Rubinstein, Moje długie życie, t. 2, Kraków 1988, s. 651.
Od 1984 r. łódzka filharmonia nosi jego imię, zaś od 2005 r. organizowany jest Międzynarodowy Festiwal Muzyczny im. A. Rubinsteina – Rubinstein Piano Fesival. Tak jak inni wielcy Łodzianie posiada swój pomnik (fortepian Rubinsteina) na ulicy Piotrkowskiej 78, przy pasażu swojego imienia. Tak samo jak Tuwim posiada też stałą wystawę w Muzeum Historii Miasta Łodzi mieszczącym się w Pałacu Poznańskiego.
Do jednych z najbardziej rozpoznawalnych na świecie Łodzian należy małżeństwo plastyków Katarzyny Kobro (1898 – 1951) i Władysława Strzemińskiego (1893 – 1952). Artyści ci, może niezbyt znani w Polsce uznawani są za czołówkę światowej awangardy okresu międzywojennego. Kobro, z pochodzenia pół Rosjanka i pół Niemka zajmowała się współczesną rzeźbą, odchodzącą od realistycznego przedstawiania rzeczywistości. Pod wpływem konstruktywizmu stworzyła własną koncepcję nieograniczonej przestrzeni, co uczyniło ją jednym z liderów ówczesnego myślenia o sztuce. Do dziś zachowało się niewiele jej prac, a większość z nich można oglądać w łódzkim Muzeum Sztuki. Tam też można zobaczyć przekazane w spadku prace jej męża Władysława Strzemińskiego, także przedstawiciela awangardy oraz twórcy teorii unizmu.
Strzemiński był przede wszystkim malarzem i teoretykiem, ale także pod koniec życia wykładowcą i współtwórcą łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych, z której jednak dwa lata przed śmiercią został zwolniony (jego poglądy nie wpisywały się w nurt socrealizmu). Pomimo, iż zarówno on jak i jego żona nie pochodzili z Łodzi, to tutaj zamieszkali oraz tworzyli najważniejsze dzieła i tu zostali także pochowani. Ich twórczość jest bardziej ceniona za granicą niż w Polsce, ale to właśnie w łódzkim Muzeum Sztuki można obejrzeć zdecydowaną większość ich prac. W marcu 2011 r. Teatr Telewizji pokazał premierę sztuki Powidoki opowiadającą burzliwą historię małżeństwa tych awangardowych artystów.
Pisząc o Strzemińskim jako wykładowcy, otwiera się cała „przegródka” z nazwiskami zasłużonych uczonych, którzy wspierali powstałe w 1945 r. Uniwersytet oraz Politechnikę Łódzką. Warto wspomnieć, iż pierwszym rektorem Uniwersytetu łódzkiego był słynny filozof i logik szkoły lwowsko – warszawskiej, Tadeusz Kotarbiński, drugim zaś nie mniej znany socjolog Józef Chałasiński.
Niewątpliwie warto wspomnieć o urodzonym i tworzącym w Łodzi Andrzeju Sapkowskim (ur. 1948 r.), najbardziej poczytnym polskim pisarzu fantasty. Zdobywcy wielu czołowych nagród tego gatunku, a także Paszportu Polityki. Na bazie jego książek powstał film Wiedźmin oraz bardzo udana gra komputerowa pod tym samym tytułem. Oprócz tego, Sapkowski jest autorem licznych opowiadań, a także „trylogii husyckiej” będącą ciekawym spojrzeniem (nie pozbawionym magii) na wojny religijne toczone w XV w. na terenie Czech i Śląska.
Kolejnym słynnym łodzianinem jest alpinista i himalaista, Piotr Pustelnik (ur. 1951 r.). Na codzień pracownik naukowy Politechniki Łódzkiej, od wielu lat w wolnych chwilach wspina się we wszystkich miejscach świata. W kwietniu 2010 r. zdobył himalaiski szczyt Annapurna, zdobywając tym samym jako trzeci Polak (Po Jerzym Kukuczce oraz Krzysztofie Wielickim) koronę ziemi (14 ośmiotysięczników). Jest laureatem nagrody Explorer 2007, przyznawanej podczas międzynarodowego Explorers Fesival odbywającego się co roku w naszym mieście.
W Łodzi powoli rozwija się scena rockowego grania, na której grają obecnie popularne formacje: Coma oraz Cool Kids of Death. Te dwa zespoły młodego pokolenia zdobywają coraz to większe rzesze fanów, zajmując wysokie miejsca na listach przebojów. Ten pierwszy ma już na koncie platynową płytę za album Hipertrofia. Atutem drugiego jest zaś wokalista Krzysztof Ostrowski, plastyk, współtwórca teledysków i twórca takich komiksów jak Plastelina oraz autor ilustracji m.in. okładki książki Wojna Polsko – ruska pod flagą biało – czerwoną autorstwa Doroty Masłowskiej.
Obecnie jest to postać niemal anonimowa. Od 2002 łódzkie planetarium nosi jej imię, zaś przy zbiegu ulic Wólczańskiej i Więckowskiego znajduje się nieodnowiona pamiątkowa tablica. A Ary Sternfeld (1905 – 1880) nie był przecież zwykłym człowiekiem. Urodził się w rodzinie żydowskiej w Sieradzu, ale późne dzieciństwo spędził w Łodzi. Po studiach inżynierskich (mechanika) w Paryżu powrócił tutaj na parę lat i stworzył w 1933 r. wizjonerskie dzieło Wstęp do kosmonautyki. Niestety zarówno we Francji jak i w Polsce nie potrafiono docenić jego pionierskich koncepcji, wybiegających znacznie poza stan ówczesnej astronautyki. Wyjechał więc do ZSRR, gdzie początkowo otrzymywał szerokie wsparcie. Niestety w wyniku czystek 1938 r. rozwiązany został instytut, w którym pracował, a sam Sternfeld długo nie mógł znaleźć zatrudnienia.
Naukowiec stworzył m.in. teorię rakiet wielostopniowych, obliczał tory lotów międzyplanetarnych statków kosmicznych i orbity sztucznych satelitów Ziemi, nie dysponując oczywiście komputerem, ani danymi z satelit. Był autorem wielu książek i prac z zakresu kosmonautyki, które stały się podstawą w kształceniu naukowców odpowiedzialnych za programy kosmiczne prowadzone w latach 50 i 60 XX w. Sam Sternfeld nie uczestniczył jednak w tych działaniach. Z powodu politycznych nie dopuszczono go do pracy przy badaniach kosmosu, chociaż nie zesłano go do obozu (co mu groziło) i pozwolono na pisanie książek popularno – naukowych. Zrehabilitowany został dopiero w 1965 r. otrzymując doktorat honoris causa nauk fizyko-matematycznych Akademii Nauk Związku Radzieckiego.
Jednym z jego hobby podczas pobytu w Łodzi była fotografia połączona z krajoznawstwem. Niestety wszystkie zdjęcia zginęły w łódzkim gettcie, gdzie zmarli rodzice Sternfelda.
Ponadto Ary Sternfeld został mianowany Honorowym Obywatelem Sieradza.